wtorek, 11 kwietnia 2017

Domowa ćwikła - jak ją zrobić i dlaczego warto.

Ćwikła na Wielkanoc



W moim domu własnoręcznie zrobiona ćwikła jest tradycją. Robiła ją moja mama, teraz 
robię ja i nie wyobrażam sobie bez niej świąt. Wierzcie mi, ta ze sklepu nawet nie 
przypomina smaku tej domowej. Wiem bo kiedyś poza świętami skusiłam się i kupiłam. 
Cała poszła do kosza. Domową ćwikłę możemy zrobić zupełnie samodzielnie włączając 
w to tarcie chrzanu albo jeśli ktoś nie ma czasu albo mu się nie chce, można ewentualnie 
wykorzystać chrzan ze słoiczka. Podam Wam przepis na obie wersje. Ja lubię zrobić dużo
ćwikły bo jem ją i z białą kiełbasą i z jajkiem, na kanapkach z szynką. 
Taka ćwikła w lodówce może spokojnie postać kilka dni, więc warto zrobić więcej, jeśli 
lubicie. Wg przepisu, który podam wyjdzie mniej więcej litrowy słoik. 

Przepis 


Składniki:

1 kg buraków,
Korzeń chrzanu, 
2 Cytryny,
Cukier.
Sól

Przygotowanie

Buraczki dokładnie myjemy, odcinamy tylko ogonki i gotujemy w łupinach do miękkości. 
Chrzan namaczamy w zimnej wodzie na godzinę. Buraczki po ostygnięciu obieramy i 
ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Chrzan obieramy i na tej samej tarce ścieramy. 
Uwaga - wyciska łzy. Cytryny myjemy, sparzamy wrzątkiem i przekrawamy na pół. 
Mieszamy buraczki z chrzanem, dodajemy sok z cytryn, cukier do smaku i sól, po trochę. 
Chrzanu lepiej na początku dodać mniej bo nie każdy lubi ostrą ćwikłę. Potem można 
dodać więcej do smaku. Pamiętać należy aby chrzan zamknąć w szczelnym słoiczku żeby
nie zwietrzał. Cwikła powinna postać trochę w lodówce żeby wszystkie smaki dobrze się 
przegryzły. Próbujemy ją po godzinie, dwóch i jeśli wydaje nam się za słaba doprawiamy 
resztą chrzanu, ewentualnie dodajemy jeszcze cytryny, soli czy cukru. Smacznego!

Wersja dla leniwych:)

1 kg buraków, 
Słoiczek chrzanu

Buraki gotujemy w mundurkach jak w poprzedniej wersji. Potem obieramy i ścieramy na 
tarce o drobnych oczkach. Mieszamy z chrzanem. Radzę nie dodawać od razu całego 
słoiczka. Jak się przegryzie, próbujemy i jeśli wydaje się za słaba, dodać więcej chrzanu. 
Ta wersja niestety nie jest już typowo domowa bo używamy gotowego chrzanu, ale i tak 
jest o wiele lepsza niż gotowa ćwikła ze sklepu bo mamy świeże buraczki. No i smakuje o 
wiele lepiej. Nie musimy doprawiać już cytryną czy innymi przyprawami bo chrzan w 
słoiku już jest doprawiony.  

Jestem pewna, że jeśli raz zrobicie domową ćwikłę to tak Wam posmakuje, że już zawsze 
będziecie robić sami. A może już robicie? Czy jest ktoś kto nie lubi ćwikły? Jeśli tak to 
pewnie dlatego, że próbował tylko tej sklepowej :) Jakie są Wasze wielkanocne smaki?

KreoVita




piątek, 7 kwietnia 2017

Przygotowania do świąt - dekoracyjne zajączki.

Wielkanoc już niedługo i przygotowania idą pełną parą pewnie w niejednym domu. 
Mimo, że aura sprawia psikusy i w Gdyni dzisiaj było raczej zimno i mało wiosennie,
tęsknię już za prawdziwą wiosną. Właśnie na Wielkanoc lubię mieć trochę tej wiosny 
i świeżości w domu. Dekoruję dom przede wszystkim kwiatami i gałązkami brzózek, 
baziami. Lubię też bukszpan, szczególnie do dekoracji świątecznego koszyczka. Moja
córcia zawsze jednak lubi zrobić jakąś dodatkową dekorację własnoręcznie i właśnie 
dziś chcę Wam pokazać co zrobiła w tym roku. 

Wykonała zabawne zajączki wg pomysłu zaczerpniętego z jakiegoś programu Doroty 
Szelągowskiej. Sposób wykonania jest prosty. 

dekoracje na Wielkanoc




Sposób wykonania dekoracyjnych zajączków.


1. Bierzemy kartkę z bloku technicznego białego albo kolorowego. Jeśli wybierzemy biały, 
trzeba będzie potem te zajączki pokolorować. Fajnie wyglądają jak każdy jest w innym 
kolorze, najlepiej pastelowym. 

2. Na przygotowanej kartce rysujemy zajączki. Rysunek jest tak prosty, że nie muszę chyba
zamieszczać szablonu bo każdy sobie poradzi. Oczu ani noska nie rysujemy bo zajączki 
będą zwrócone do nas tyłem. Ilość zajączków zależy od Was. Moja córka zrobiła ich 5.

3. Każdego zajączka malujemy na inny kolor. Można użyć farbek, kredek lub flamastrów
wg upodobania. Nasze zostały pomalowane farbkami akwarelowymi. 

4. Wycinamy zajączki.

5. Przystępujemy do wykonania ogonków. Można użyć gotowych malutkich okrągłych 
wacików, ale jeśli nie mamy akurat, wystarczą chusteczki higieniczne. Rozdzielamy 
warstwy takiej chusteczki i z każdej warstwy formujemy kuleczkę. Można wykorzystać 
też płatki kosmetyczne i uformować kuleczki z ich wnętrza. 

6. Przyklejamy ogonki do zajączków na odpowiedniej wysokości. 

7. Bierzemy wstążeczkę lub sznurek i przyklejamy do niego zajączki mniej więcej na takiej
wysokości jak to widać na zdjęciu. Powstaje w ten sposób zajączkowy łańcuch, który 
możemy zawiesić w dowolnym miejscu. Może być on przyczepiony do ściany, zasłony, ale 
fajnie też wygląda zawieszony pod półką. 

Jest to bardzo tania i prosta ozdoba, ale zajączki wyglądają zabawnie z puchatymi 
ogonkami i cieszą oko. Mam nadzieję, że przypadły Wam do gustu:) 

A Wy macie jakieś pomysły na świąteczne ozdoby? Proszę napiszcie o tym w 
komentarzach i jeśli się Wam podoba mój blog zaobserwujcie. 

KreoVita



wtorek, 4 kwietnia 2017

Makaron z sosem pomidorowym.

Dzisiaj mam dla Was przepis na pyszne, szybkie i bardzo proste danie. Jak byłam mała 
uwielbiałam makaron z takim właśnie sosem pomidorowym i z obserwacji wiem, że dzieci 
się nim wprost zachwycają bo smakuje doskonale i nie zawiera żadnych dodatków, których
dzieci czasem nie lubią. Do tego jest super gładki :)

przepis



Przepis


Składniki:

Makaron wg uznania ( ja lubię spaghetti, moja córka woli świderki)

Na sos:

- mały słoiczek koncentratu pomidorowego (ja używam Pudliszki),
- 1 mała cebula,
- 1 łyżeczka margaryny Kasi lub innego tłuszczu, ale na margarynie smakuje najlepiej,
- 3/4 kubeczka kwaśnej śmietany 18% lub jogurtu naturalnego, 
- 3 łyżeczki mąki,
- sól,
- pieprz ziołowy

Przygotowanie:

Makaron ugotować w dobrze osolonej wodzie. Podczas gotowania wody na makaron i 
potem makaronu, przygotować sos. W tym celu w rondelku rozpuścić tłuszcz. Na 
rozpuszczony tłuszcz wrzucić koncentrat pomidorowy. Podsmażyć chwilę od czasu do 
czasu mieszając, po czym zalać wodą. Jak chcemy mniej sosu, ale za to silniejszy 
zalewamy szklanką wody, jak chcemy słabszy, ale więcej sosu dajemy 1i 1/2 szklanki 
wody. Przykryć pokrywką żeby się zagotowało. Cebulę obrać i lekko podpiec na ogniu,
po czym w całości wrzucić do sosu. Pogotować chwilę. Śmietanę rozrobić z mąką i 
odrobiną wody. Dobrze roztrzepać żeby nie było grudek i zalać sos cały czas mieszając.
Doprawić solą i pieprzem ziołowym do smaku. Jak się zagotuje, jest gotowy do spożycia.
Makaron odcedzić, wyłożyć na talerz, polać sosem. Smacznego!

przepis na pyszne danie



Sos ma smak nieco kwaskowaty, co jest jego dużym walorem. Najlepiej smakuje jak się go 
sporo poleje na makaron. Moja córka na wierzch ściera sobie też trochę parmezanu. 
Spróbujcie bo naprawdę warto. Jest to szybkie danie i jak nie mamy pomysłu albo czasu na
coś bardziej skomplikowanego, o wiele lepiej zrobić taką potrawę, niż faszerować się 
gotowcami z chemią. 

A jeśli wolicie makaron z sosem serowym to zajrzyjcie do mojego starszego posta: 

Ciekawa jestem czy znaliście taki przepis na sos pomidorowy? Różni się on od większości, 
które spotyka się obecnie i moim zdaniem smakuje o wiele lepiej. Proszę jak zawsze o 
komentarze i obserwację, jeśli mój blog się Wam podoba.


KreoVita

piątek, 31 marca 2017

Gdzie leży przyczyna wzrostu zachorowań na nowotwory - cz. II.

Nowotwory zbierają coraz większe żniwo. Od roku 1980 zachorowalność wzrosła prawie 
trzykrotnie i prognozuje się dalszy duży wzrost. WHO nawet twierdzi, że nadchodzi 
prawdziwe tsunami zachorowań, a onkolodzy to potwierdzają i nawet w oparciu o jakieś 
współczynniki wyliczają jak bardzo ta zachorowalność wzrośnie. Sami onkolodzy twierdzą, 
że przyczyny większości nowotworów nie zostały dostatecznie poznane. 

Czyż nie jest zadziwiające, że wiedzą ile ludzi zachoruje, a nie wiedzą dlaczego?


nowotwory


Niepokojący za to jest fakt, że ta liczba rośnie w zastraszającym tempie. Mało tego, ta liczba
nie zmniejszy się, jeśli nadal wszyscy będą udawać, że nie dostrzegają prawdziwych 
przyczyn. Do tej pory oczywiście tylko wymieniano papierosy, złą dietę, czyli mięso, cukier, 
tłuszcze, alkohol jako główne zło. Cukier wymienia się też jako przyczynę wzrostu otyłości 
i zachorowań na cukrzycę. Dlatego właśnie w ostatnim poście pisałam o statystykach. 
Porównywałam ile mięsa, cukru i tłuszczów spożywali Polacy w 1980 roku, a ile teraz. 
Sprawdzałam ile pili alkoholu, ile palili papierosów wtedy i teraz. Skoro liczba zachorowań 
wzrosła trzykrotnie, a te czynniki uznaje się za najbardziej szkodliwe to mogłoby znaczyć, 
że i spożycie tych produktów mniej więcej tyle razy wzrosło. Okazało się, że zmalało i to w
niektórych wypadkach znacząco. Dlaczego więc ilość zachorowań na nowotwory nie maleje
tylko rośnie i to tak bardzo? 

Moim zdaniem przyczyn należy poszukać w tym jak zmieniło się życie po roku 

1980 i jak się zmienia aż do teraz bo to właśnie w tych zmianach, w tym, czego 

nie było wcześniej, a teraz jest, można znaleźć te destrukcyjne czynniki. 


Moje typy wśród których należy upatrywać wzrostu zachorowań, a o których 

praktycznie wcale oficjalnie się nie wspomina albo bardzo rzadko. 


➤ wszechobecna chemia w żywności ( środki konserwujące, słodziki, środki poprawiające 
smak i wiele wiele innych, m.in. syrop glukozowo - fruktozowy, który jest o wiele gorszy niż 
cukier i odpowiada za plagę otyłości, a tym samym może się przyczyniać do wzrostu 
nowotworów. Jest on niebezpieczny bo znajduje się w wielu produktach, takich jak soki, 
dżemy, jogurty, musztarda, wędliny i wiele innych, także w produktach fit.)

➤ zażywanie przez ludzi dużej ilości leków w zupełnie niekontrolowany sposób bo wiele z 
nich, które kiedyś były na receptę, teraz można kupić bez recepty. Efektem jest leczenie 
symptomów, a nie choroby i różnorakie skutki uboczne. 

➤ smog, w tym także elektromagnetyczny (telefony komórkowe, komputery, mikrofalówki)

➤ znacznie większe zużywanie chemii gospodarczej, czyli środków czystości z silnie 
działającymi substancjami bo jak podają reklamy telewizyjne należy za wszelką ceną 
zabijać bakterie, 

➤znacznie większe niż kiedyś zużycie kosmetyków zawierających wiele składników 
chemicznych, które może i w małych ilościach szkody nie wyrządzą, ale jak się skumulują 
w organiźmie mogą doprowadzić do nieszczęścia

➤ pierwiastki promieniotwórcze po Czarnobylu i różnych innych incydentach, o których
się nie mówi, czy przestało się mówić, a które skażają glebę i wodę na wiele lat i potrafią 
wiatrem zajść bardzo daleko od miejsca zdarzenia. 

➤ podejrzane opryski, o których również się nie mówi, a których istnienie widać gołym 
okiem. 





➤ stres, który był obecny i wcześniej, ale teraz wynika z innych czynników niż kiedyś, 
moim zdaniem groźniejszych, takich jak ciągły pośpiech wśród tych co pracują lub strach, 
że mogą stracić pracę, a co za tym idzie nie będą w stanie spłacić zaciągniętych kredytów,
brak poczucia bezpieczeństwa. 

To byłyby te najważniejsze rzeczy, które przyniosły nam ostatnie lata. Mogłabym dodać do 
tego jeszcze, co zaobserwowałam sprawdzając statystyki, że znacznie wzrosło spożycie 
piwa. Sama piwa nie piję i nie wiem czy dodają do niego chemię, ale jeśli tak to można by 
go dopisać na tej liście. 

Pewnie w znacznie mniejszym stopniu ma to znaczenie, ale dodałabym jeszcze do tego 
znaczne zmniejszenie picia popularnej u nas kiedyś herbaty, która ma właściwości 
antynowotworowe, na rzecz wody w szkodliwych plastikowych butelkach. 

Najgorsze dla zwykłego konsumenta jest to, że tak wiele środków obcych naturze dodaje 
się do produktów, które spożywamy lub stosujemy na co dzień i to wszystko jest zgodne 
z prawem bo zawartą ilość danego składnika w konkretnym produkcie normy dopuszczają.
Producenci często zasłaniają się tym, twierdząc, że działają zgodnie z normami. Problem 
polega na tym, że te ilości się często kumulują i to bardzo różnych składników z różnych 
produktów. Myślę, że w tym tkwi naprawdę duże zło. 

A co Wy o tym sądzicie? 

Jeśli ktoś nie czytał mojego poprzedniego posta, a chciałby zobaczyć jak wyglądają te 
statystyki to znajdziecie go tutaj.


KreoVita

wtorek, 28 marca 2017

Gdzie leżą przyczyny wzrostu zachorowań na nowotwory - prawdy szukałam w statystyce.

Przyczyn zachorowań na nowotwory upatruje się w różnych czynnikach, ale najczęściej 
jako główne zło podaje się niewłaściwy tryb życia, złą dietę, otyłość, palenie tytoniu, 
picie alkoholu, nadmierne spożycie mięsa, szczególnie czerwonego, tłuszczów i cukru 
oraz małą aktywność fizyczną. Około 10% zachorowań upatruje się w materiale 
genetycznym. O tym wszystkim słyszymy w mediach, u lekarza, wszędzie. 



Styl życia Polaków zmienił się bardzo na przestrzeni lat, a zachorowań na nowotwory 
przybywa w zastraszającym tempie. Dlaczego tak się dzieje? Czy znamy całą prawdę o 
przyczynach tego zjawiska? Myślę, że nie. Postanowiłam poszukać prawdy w statystykach.
Sprawdziłam jak na przestrzeni lat zmieniało się spożycie różnych produktów 
odpowiedzialnych zdaniem ekspertów za wzrost zachorowań i znalazłam ciekawe rzeczy. 

Przedstawię Wam dane z roku 1980, 2000, 2010 i 2015 odnośnie spożycia/zużycia 
wybranych produktów w przeliczeniu na 1 mieszkańca.


1980
2000
2010
2015
Mięso
74 kg
65,4 kg
74,6 kg
75 kg
Tłuszcze 
21 kg
Brak danych
6,3 kg
Brak danych
Cukier 
41,4 kg
41,2 kg
41,7 kg
40,5 kg
Papierosy 
2679 szt.
1934 szt.
1841 szt.
1466 szt.
Alkohole - 
wódki

6,0 l

2,0 l

3,2 l

3,2 l
Piwo 
30,4 l 
66,2 l
90,2 l
99,1 l
środki 
czystości

8,6 kg

13,1 kg

Brak danych

Brak danych

Jak widać z powyższej tabeli ilość spożywanego mięsa właściwie pozostaje na tym samym
poziomie od lat, przy czym dopowiem bo w tabeli tego nie ma, zmalała ilość spożywanego 
mięsa czerwonego, a wzrosła drobiowego.
Ilość spożywanego cukru zmniejszyła się nieznacznie. Ilość tłuszczów w diecie znacznie 
zmalała. Ilość wypalanych papierosów, a tym samym i palaczy zmiejszyła się prawie 
dwukrotnie, podobnie ilość spożycia wódki. Wzrosła natomiast znacznie ilość piwa i 
zużywania środków czystości. 

Teraz podam Wam dane zachorowań na nowotwory spisane ze strony onkologia.org.pl. 
Wg nich w 1980 roku było 64.820 zachorowań, a w roku 2013 już 156.487. Nowszych 
danych nie ma, ale znalazłam takie na innej stronce. Polsatnews.pl podał, że liczba 
zachorowań zwiększyła się w Polsce w 2016 roku do 180.000.
Wynika z tego, że w porównaniu z rokiem 1980 liczba zachorowań wzrosła trzykrotnie. 

Dane te są zadziwiające zważywszy na to, że czynniki uważane za główne przyczyny 
nowotworów albo nie wzrosły albo nawet znacznie się zmniejszyły. Z danych, które 
przedstawiłam w tabelce jasno wynika, że styl życia Polaków się zmienił i stopniowo 
czynniki uznane za kancerogenne się eliminuje. Logicznym byłoby więc gdyby i liczba 
nowotworów spadała. Zastanawiające jest również to, że otyłość uznana jako jedna z
przyczyn dotyka coraz więcej osób. Gacasystem.pl podaje, że od roku 1980 dwuipółkrotnie 
wzrosła liczba osób otyłych na świecie, a w Polsce problem otyłości i nadwagi dotyczy 50% 
populacji. 

Skąd ta otyłość jeśli spożycie cukru i tłuszczów spadło, a aktywność fizyczna cały czas 
wzrasta? Z badań CBOS wynika, że w ostatnim roku 2/3 społeczeństwa uprawiało jakiś 
sport bądź ćwiczyło. Nie trzeba nawet szukać danych bo to zauważa się na ulicach. 

Wobec powyższego należałoby sobie zadać pytanie - Gdzie leży prawdziwa przyczyna 
nadwagi i otyłości?

W oparciu o powyższe dane można sobie zadać więcej pytań:

- Co powoduje drastyczny wzrost liczby zachorowań na nowotwory, jeśli liczba czynników
 uważanych za odpowiedzialne za to nie zwiększyła się lub zmalała?

- Co wywołało tak duży wzrost otyłości, jeśli spożycie cukru, tłuszczów zmalało, a aktywność
 fizyczna zwiększyła się?

Nie sposób w jednym poście pokazać wszystkich statystyk, które udało mi się przejrzeć. 
Powiem Wam tylko, że zwiększyła się u nas ilość spożywanych owoców i warzyw, co 
również nie powinno sprzyjać zachorowaniom. Jako ciekawostkę powiem Wam też, że np. 
Grecja jest krajem, gdzie najwięcej pali się papierosów w Europie, a zachorowania na raka
są jedne z najniższych w Europie. Te wszystkie dane dają do myślenia. 
Jeśli chodzi o spożycie słodyczy to nie znalazłam dokładnych danych, ale pod tym linkiem 
możecie poczytać co nieco. 

Nie odpowiem Wam dzisiaj na pytanie postawione w temacie bo takiej odpowiedzi nie 
znam. Mam swoje zdanie na ten temat i swoje typy i napiszę o tym więcej wkrótce. Teraz
chciałabym tylko żebyście również przemyśleli sprawę. Ciekawa jestem jak 
odpowiedzielibyście na pytania które postawiłam w tekście. A ode mnie to tyle na dzisiaj.

Dodam jeszcze, że informacje zamieszczone w tekście zostały jedynie w celach 
informacyjnych. Nie ponoszę odpowiedzialności za błędnie wysunięte wnioski i 
nie zachęcam nikogo do palenia tytoniu, ani innych uznanych za szkodliwe praktyk. 


KreoVita

Źródło: Dane statystyczne GUS, „Mały Rocznik Statystyczny” 1995, 2010, Warszawa 1995, 2010; „Rocznik Statystyczny” 2001, Warszawa 2001.
Gus, Opracowanie sygnalne DOSTAWY NA RYNEK KRAJOWY ORAZ SPOŻYCIE NIEKTÓRYCH ARTYKUŁÓW KONSUMPCYJNYCH NA
1 MIESZKAŃCA W 2015 R.   Warszawa 2016
oraz żródła wymienione w tekście. 

piątek, 24 marca 2017

Refleksje nad przeczytaną książką podczas kolorowania.

Dzisiaj mam dla Was luźny post z kolorowankami oraz pewną dawkę refleksji po 
przeczytaniu książki. Pokolorowałam tylko dwa obrazki bo nie miałam czasu. Książka 
tak mnie wciągnęła, że czytałam w każdej wolnej chwili. Był to 2 tom pewnej trylogii, 
o którym więcej napiszę za chwilę.

kolorowanki dla dorosłych


Aktualnie czekam na 3 tom i w wolnych chwilach koloruję, a myślami wciąż jestem w 
książkowych realiach. Nie zdarza mi się to często żeby aż tak głęboko związać się z 
bohaterami by jeszcze parę dni po skończeniu o tym myśleć, ale i wyjątkowe książki 
zdarzają się nieczęsto. 


Paullina Simons, "Tatiana i Aleksander"


Pamiętacie jak w poprzednim poście o książkach polecałam Wam „Jeźdźca miedzianego” 
Paulliny Simons? Teraz czytałam drugi tom tej trylogii pt. „Tatiana i Aleksander”. Książka 
osadzona jest w realiach wojennych, ale nie tylko. Czyta się ją może nieco wolniej niż 
pierwszy tom, ponieważ często zdarzają się retrospekcje, które ubarwiają fabułę, ale 
sprawiają też, że tekst jest mniej dynamiczny chwilami. Dzieje się tak szczególnie w 
pierwszej części 2 tomu. Potem akcja nabiera tempa i czyta się dosłownie na wdechu. 
Polecam tę trylogię nie tylko osobom, które lubią czytać o miłości osadzonej w wojennych 
realiach, ale też wszystkim innym bo książka wciąga niesamowicie każdego. Jest to 
również doskonała lekcja historii i to takiej, której często nie znamy albo znamy słabo. 
Sceny są tak żywe, że cały czas ma się wrażenie, że jest się tam i bierze udział w 
zdarzeniach. Trzyma w napięciu do samego końca.

Trylogia Pauliny Simons


Po skończeniu 2 tomu żałowałam, że już się skończył, ale pocieszam się, że czeka mnie 
jeszcze 3 tom. Zastanawiam się jednak co ja będę czytać później. Boję się, że żadna inna 
książka nie spodoba mi się tak, jak ta. Kolorowałam te dwa obrazki z książeczki Johanny 
Basford „Magiczna dżungla”, ale myślami byłam daleko. Zdałam sobie sprawę, że do tej 
pory miałam nieco inne wyobrażenie o wojnie, wielu rzeczy nie wiedziałam, choć oprócz 
lekcji historii, przeczytałam wiele książek osadzonych w tamtych realiach. Żadna książka 
do tej pory nie wywołała u mnie takich emocji. Wiem, że nie tylko ja ją tak odbieram bo 
wcześniej czytała ją moja kuzynka i to od niej po raz pierwszy usłyszałam o tej książce. 
Z ciekawości weszłam też na jakieś forum, na którym prawie wszystkie opinie były zbliżone
do mojej i wiele osób pisało, że to najlepsza książka jaką w życiu przeczytali, mimo, że 
czytają sporo. Pisały tak nawet osoby, które na początku bardzo sceptycznie podchodziły 
do tej książki. To mówi samo za siebie. Jak przeczytam 3 tom, dam Wam znać czy był 
równie dobry, jak dwa pierwsze. 

A Wy czytaliście tę trylogię? Jeśli nie to pamiętajcie, że pierwszy tom nosi tytuł „Jeździec 
miedziany” - pod tym linkiem piszę więcej o tej książce. Polecam bo warto!

kolorowanki dla dorosłych



KreoVita