wtorek, 28 lutego 2017

Smażone śledzie w zalewie octowej.

Jako że mamy dzisiaj tzw. śledzika, czy jako kto woli ostatki albo zapusty, mam dla Was 
przepis na potrawę rybną, która u mnie w domu zawsze była w Środę Popielcową, ale 
zgodnie z tradycją śledzik właśnie podawany był na zakończenie karnawałowych hulanek
w ostatnim dniu karnawału, jako zapowiedź 40 dni postu. Mieszkam nad morzem więc 
tutaj o świeże ryby łatwiej, ale z tego co słyszałam teraz nawet w innych regionach Polski
śledzie można dostać bez większych problemów. Najlepiej smakują smażone prosto z 
patelni, ale dobre są też w zalewie octowej, którą sami możemy zrobić. Najlepiej kupić 
tuszki śledziowe, wtedy odpada nam patroszenie ryb, które nie każdy lubi. 

śledzik




Składniki:


-  1 kg śledzi,
-  mąka, 
-  sól
-  olej albo margaryna do smażenia

Na zalewę:

-  Jeśli ktoś lubi kwaśniejsze woda i ocet w następujących proporcjach 2/3 wody i 1/3 octu 
( w łagodniejszej wersji 2,5 szklanki wody i 0,5 szklanki octu)
-  3 liście laurowe,
-  4 ziarna ziela angielskiego,
-  1 duża cebula,
-  2 łyżeczki cukru,

Przygotowanie:


Tuszki śledziowe umyć, dobrze posolić, także w środku, obtoczyć w mące i usmażyć na 
rozgrzanym tłuszczu. Śledzie do zalewy octowej powinny być dobrze zrumienione. Cebulę
pokroić w talarki. Do garnka wlać wodę, dodać ziele angielskie i liście laurowe oraz cukier 
i zagotować. Dodać ocet i jeszcze raz doprowadzić do wrzenia. Cebulę sparzyć wrzątkiem. 
Śledzie ułożyć ciasno w misce, na wierzch ułożyć cebulę i zalać zalewą. Niektórzy gotują 
cebulę razem z zalewą, ale ja tak nie robię żeby zalewa nie przeszła za bardzo zapachem 
cebuli. Lepiej pachnie jak się cebulę tylko sparzy. Śledzie najlepsze są jak poleżą w tej 
zalewie około 24 godzin. Smacznego:)

A Wy lubicie śledzie? Robiliście kiedykolwiek takie w zalewie octowej?
Podzielcie się swoją wiedzą w komentarzach. A te osoby, którym się podoba mój blog 
proszę o obserwację.
Przepisy na inne potrawy znajdziecie w zakładce "kuchnia".




KreoVita










piątek, 24 lutego 2017

3 książki, które warto przeczytać.

warto przeczytać



Witajcie kochani! Niedawno pisałam, że chcę utworzyć na blogu nową kategorię „książki” i 
pomysł się Wam spodobał. Dzisiejszy post będzie więc o książkach, które ostatnio czytałam
które chciałabym Wam polecić. Nie będą to długie recenzje bo sama nie lubię takich 
czytać. Będą to krótkie notki mówiące o tym, o czym jest dana książka i moje krótkie opinie 
na temat każdej z nich. Przedstawię Wam dzisiaj 3 książki, więc mam nadzieję, że dla 
każdego z Was coś się znajdzie, jak nie jedna, to druga. 


Paullina Simons: „Jeździec miedziany”


Jest to pierwszy tom trylogii, którego akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej w 
oblężonym Leningradzie. Tatiana ma dopiero 17 lat, ale musi stać się błyskawicznie 
dorosła by być podporą dla swojej rodziny w tych trudnych dniach. Jak na ironię spotyka 
miłość swojego życia, człowieka z tajemniczą przeszłością...

książka - warto przeczytać


Celowo nie napisałam nic więcej po to żebyście sami przeczytali. Jeśli się komuś wydaje, 
że jest to zwykłe romansidło to muszę go rozczarować. To fantastyczna książka, budząca 
wiele emocji w czytelniku. Chłonie się ją dosłownie, nie można się oderwać. To książka 
nie tylko o miłości, ale i o zdradzie, o trudnych decyzjach, poplątanych losach i o historii 
pokazanej tak wyraziście, od strony zwykłych ludzi. Muszę Wam powiedzieć, że jeszcze 
do tej pory nie czytałam równie wstrząsającej, denerwującej chwilami, ale i ekscytującej 
książki. Są też momenty wywołujące uśmiech, nawet śmiech, ale przede wszystkich ta 
książka wzrusza i to wiele razy. Czyta się bardzo szybko, ze względu na dużą ilość 
dialogów. Jedynym minusem jest jej ciężar i może być trochę nieporęczna w czytaniu bo
ma ponad 700 stron, ale jeśli ja dałam radę, to i Wy dacie. Spróbujcie - gwarantuję, że nie
będziecie żałować. Teraz czekam na drugi tom z wielką niecierpliwością :)



Izabella Frączyk: „Szczęście w nieszczęściu”


Klara traci grunt pod nogami bo nagle jej życie zaczyna się walić - ukochany facet okazuje 
się nie taki, jak o nim myślała, traci pracę, a do tego umiera jej ukochana babcia. Ale Klara
się nie poddaje i z pomocą przyjaciół postanawia stawić czoła przeciwnościom losu. 
Czy uda jej się zbudować życie na nowo? Musicie przeczytać żeby się dowiedzieć.

książka dla relaksu


Książka napisana bardzo prostym potocznym językiem, który sprawia, że bohaterowie są 
bardziej swojscy i książkę czyta się bardzo szybko. Fabuła jest dosyć banalna, ale 
wprowadza czytelnika w bardzo pozytywny nastrój. Lektura lekka łatwa i przyjemna.
Jeśli chcecie poprawić sobie humor i przyjemnie spędzić czas to coś dla Was. 
Ja pochłonęłam ją bardzo szybko. 



James Bowen: „Kot Bob i jego podarunek”


Książka oparta na autentycznej historii pewnego zagubionego i borykającego się z życiem,
nałogami i problemami finansowymi młodego Anglika, który spotyka na swojej drodze, 
w najtrudniejszym momencie, pewnego szczególnego kota. Ten niezwykły kocur zupełnie 
odmienia życie zagubionego człowieka. Chcecie wiedzieć więcej, koniecznie przeczytajcie.
Historia ta stała się kanwą do stworzenia filmu, który ukazał się na początku tego roku.

warta przeczytania



Książkę czytałam w czasie świąt bo i o świętach też w niej mowa. Budziła we mnie wiele 
ciepłych uczuć, wzruszała. Polecam ją nie tylko miłośnikom kotów, ale wszystkim. 
Ta książka pokazuje, że nigdy nie należy tracić nadziei, że nawet gdy ludzie zawodzą, 
zwierzę nigdy nie będzie nas oceniać i ofiarując nam swoją miłość i oddanie, potrafi 
odmienić całe życie. Gorąco polecam.



To tyle ode mnie na dzisiaj. Czytaliście te książki? A jeśli nie, na którą macie ochotę?  


co warto przeczytać




Utworzyłam nową kategorię „książki” i tam oprócz tego posta będą też dwa wcześniejsze 
z książkami, które polecałam w postach o rozwoju osobistym czy zdrowiu. 

Jeśli podoba się Wam mój blog nie zapomnijcie zaobserwować:)

KreoVita

wtorek, 21 lutego 2017

Zdobycze ostatnich tygodni - czy było warto?

Dzisiejszy post będzie trochę inny niż zwykle. Chcę mianowicie Wam pokazać co udało mi 
się kupić ostatnio i powiedzieć czy było warto.


zdobycze zakupowe


Do tej pory nie robiłam raczej takich postów,ale pomyślałam, że może warto polecić rzeczy,
które są tanie i dobre. Czasami kupujemy coś drogiego i wydaje nam się, że cena jest 
gwarantem jakości i produkt spełni nasze oczekiwania. Ja przekonałam się wielokrotnie, że 
wcale tak nie jest, a przynajmniej nie zawsze. No ale pora, żeby pokazać Wam konkrety. 

Szlafrok marki Zień. 


Były jeszcze białe i w pierwszej chwili miałam ochotę na biały bo wyglądał ślicznie, ale po 
chwili zastanowienia uznałam, że beżowy będzie lepszy bo nigdy nie wiadomo jak będzie 
wyglądała ta biel po kilku praniach. 
Szlafrok jest milutki i co najważniejsze jest to bawełna 100 %, co bardzo wysoko sobie 
cenię bo nie znoszę tkanin typu mikrofibra, z których ostatnio często produkują takie 
rzeczy. Jest ciepły i czuję się w nim komfortowo.
Został kupiony w Biedronce za niecałe 25 zł, dokładnie 24,99 :)


zakupy

Myjka do pleców.


Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ucieszyłam się tym zakupem bo zawsze miałam 
problem z tym żeby dokładnie umyć plecy. Miałam do tej pory szczoteczkę na dłuższym 
kiju, ale nie była w użyciu tak wygodna jak ta myjka. Jestem bardzo z niej zadowolona.
Została kupiona w Kauflandzie i kosztowała 4,99 zł.


zakupy












Zestaw kosmetyków do pielęgnacji ciała marki Venus.

W skład zestawu wchodzi:

- olejek do ciała pod prysznic w żelu
- regenerujący balsam do ciała S.O.S kompleks,
- myjka

zakupy


Produkty przeznaczone są do skóry suchej i wrażliwej. 

Olejek

Najpierw próbowałam go użyć jak żelu pod prysznic bo byłam przekonana, że to jest do 
mycia ciała, ale nie pienił się i coś mi nie pasowało. Spojrzałam na opakowanie, no i 
okazało się, że najpierw trzeba się umyć mydłem czy żelem, a dopiero potem nałożyć 
olejek i spłukać. Zrobiłam tak i chociaż pozostawił lekki film wytarłam się i zauważyłam,
że skóra po nim jest fantastyczna, aksamitna. Do tego olejek pięknie pachnie. Zawiera 
naturalny olej monoi, który ma właściwości nawilżające i wygładzające skórę oraz 
witaminę E. U mnie się sprawdził doskonale bo mam suchą skórę. Nie spowodował 
żadnych podrażnień ani uczuleń. Jedynym minusem jest opakowanie. Ta tuba nie jest zbyt
poręczna i trzeba uważać bo zalałam sobie bluzkę. Złapałam jakoś niefortunnie, nakrętka
odskoczyła i olejek siknął na ubranie. No i teraz nie bardzo chce zejść - muszę jeszcze 
pokombinować. Może ktoś z Was ma pomysł co może usunąć plamy z takiego oleju? 


zakupy

zakupy


Balsam

Opakowanie balsamu znacznie bardziej mi się podoba bo zawiera pompkę, co bardzo 
ułatwia aplikację. Sam balsam też jest dla mnie odpowiedni, dobrze odżywia i nawilża 
skórę. Ładnie i delikatnie pachnie. Zawiera olej makadamia, który bardzo lubię bo dobrze
odżywia skórę i łagodzi wszelkie podrażnienia i zaczerwienienia. W składzie jest też 
Ginko, mający działanie regenerujące skórę i również łagodzące podrażnienia, a także 
działanie przeciwzapalne. Do tego zawiera ekstrakt z figi, który działa nawilżająco i 
stymuluje syntezę kolagenu. Jedynym minusem jest to, że niestety zawiera parabeny. 
Kupując nie byłam tego świadoma bo skład jest napisany takimi małymi literkami, że 
dopiero po zrobieniu zdjęcia i powiększeniu zauważyłam je. 


zakupy

zakupy

Cały zestaw kupiłam w Rossmannie za ok. 39 zł.

To tyle ode mnie na dzisiaj. Ciekawa jestem czy znacie te kosmetyki i która z moich 
zdobyczy podoba Wam się najbardziej. Proszę o komentarze i obserwację, jeśli mój blog 
się Wam podoba. Odwdzięczę się :)

A jeśli jeszcze nie czytaliście posta, w którym polecam znakomitą sól do kąpieli z 
bursztynem znajdziecie go tutaj.

KreoVita


piątek, 17 lutego 2017

Relaks z kolorowankami dla dorosłych po perypetiach z dotarciem przesyłki.

Witajcie kochani! Od ostatniego posta o kolorowankach pokolorowałam parę obrazków z 
najnowszej książeczki Johanny Basford i właśnie te obrazki dzisiaj Wam pokażę. 
A oprócz tego będzie parę słów o perypetiach z przesyłką zawierającą książki bo to co 
mnie spotkało, może spotkać każdego, czego nikomu nie życzę.

Johanna Basford: "Magiczna dżungla"


kolorowanki dla dorosłych
kolorowanki dla dorosłych

kolorowanki dla dorosłych




No i jak Wam się podobają? Ja kolorowałam je z wielką przyjemnością. 

Pamiętacie jak już w grudniu, czy nawet listopadzie pisałam Wam, że czekam na tę książkę 
z utęsknieniem, no i miałam ją dostać na święta. Moja córka zamówiła ją w Arosie, a oprócz
niej jeszcze dwie inne książki i nie dotarły do nas, a właściwie do paczkomatu bo chociaż 
dostałyśmy kod do odbioru, okazało się, że skrzynka jest pusta. Złożyłyśmy reklamację i na 
początku stycznia w końcu nie wytrzymałam i kupiłam sobie taką książeczkę, z której już 
jakieś obrazki pokazałam w styczniu. No, a na rezultat reklamacji cały czas czekałyśmy. 
Czemu o tym piszę? Żeby Was uczulić na to, że jeśli zamówicie coś do paczkomatu i paczka
zaginie to nieprędko cokolwiek zdziałacie żeby odzyskać pieniądze. Wyobraźcie sobie, że 
po miesiącu od złożenia reklamacji, dostałyśmy e-mail od Inpost, po przeczytaniu którego 
pusty śmiech mnie ogarnął z nerwów. Przysłali wykaz około 10 dokumentów, które trzeba
złożyć dodatkowo, żeby proces reklamacyjny mógł dalej postępować. Chcieli dosłownie  
takie pierdoły bo inaczej tego nazwać nie umiem, że na początku nie mogłam uwierzyć w 
to co widzę. Zaznaczam, że przy składaniu reklamacji skorzystałam z zamieszczonego na
stronie formularza, dokładnie wypełniłam to, co chcieli ze szczegółowymi wyjaśnieniami. 
Oprócz tego dzwoniłam tam kilka razy oczekując za każdym razem na połączenie po 
godzinie, co się odbiło na moim rachunku. A oni po upływie miesiąca przysyłają taki wykaz,
chcąc np. żeby im przysłać podpisane oświadczenie, że się złożyło reklamację, a do tego 
mnóstwo załączników. Poddałam się. 

Na całe szczęście Aros okazał się firmą na poziomie i przysłał mi książki, które zaginęły i 
wziął na siebie dochodzenie roszczeń od Inposta. Byłam mile zaskoczona i wdzięczna. 
Mam wielką nadzieję, że Inpost potraktuje ich poważniej niż mnie, a jeśli nie, wierzę, że 
sobie z nim poradzą. 

A na zakończenie jeszcze dwa inne obrazki z otrzymanej książeczki. 


kolorowanki dla dorosłych

kolorowanki dla dorosłych


Acha, dostałam też książki do czytania, jedną właśnie czytam. Jak skończę napiszę coś 
o nich. 

A jeśli chcecie zobaczyć inne posty z kolorowankami, także z innych książeczek, 
znajdziecie je w zakładce kreatywnie.

Jestem ciekawa czy znacie książeczki Johanny Basford i czy mieliście jakieś przeboje 
z przesyłkami do paczkomatów. Proszę o komentarze, a jeśli się Wam mój blog podoba, 
także o obserwację. 

KreoVita



wtorek, 14 lutego 2017

Od dziś - już nic nie muszę. Też tak możesz.

nic nie muszę



Pamiętacie jak niedawno pisałam o zabarwieniu słowa powinienem i o tym jak na nas to 
słowo wpływa? Wasze liczne głosy powiedziały mi, że Wy też nie lubicie tego słowa. 
Jeszcze gorszym wg mnie słowem jest słowo muszę. 
Posługujemy się nim często, nie zdając sobie zupełnie sprawy, że koduje się w naszej 
podświadomości to wszystko, co robimy jako przymus, nawet jeśli takim nie jest. 

Mówimy:


- muszę odrobić lekcje,
- muszę się wykąpać, 
- muszę iść na zakupy,
- muszę iść do pracy,
- muszę iść na studia itd.

Wymieniłam tylko kilka przykładów, ale już na podstawie nich można zauważyć, że słowa 
muszę używamy często nawet wtedy, kiedy mamy zamiar zrobić coś, co tak naprawdę 
robimy bez przymusu, ale co nam sprawia przyjemność, np. kąpiel, czy zakupy. 
Zastanówcie się, czy Wy też używacie w takich wypadkach słowa muszę? Nie róbcie tego. 
Słowo to nie pozostawia nam wyboru, a w naszej podświadomości koduje to, że nasze 
życie nie zależy od nas i jest jednym wielkim przymusem. 
Czasem sobie tego nie uświadamiamy, ale to jest w nas i potem depresje, nerwice i inne 
takie nas dopadają. 

Zróbcie sobie eksperyment - zamieńcie słowo muszę na chcę. 


Wypiszcie najpierw na kartce sytuacje, kiedy używacie słowa muszę, podobnie jak ja 
podałam w przykładzie powyżej. A potem to samo, tylko zamiast użyć słowa muszę, 
napiszcie słowo - chcę. Wg powyższego przykładu wyglądałoby to tak:

- Chcę odrobić lekcje.
- Chcę się wykapać.
- Chcę iść na zakupy.
- Chcę iść do pracy.
- Chcę iść na studia

Czy zauważyliście jak zmieniło się zabarwienie emocjonalne tego, co mamy zamiar zrobić? 

rób to co kochasz



Teraz kolejny krok. Przeczytajcie swoją listę jeszcze raz i zauważcie co czujecie przy 
wymawianiu każdego punktu połączonego ze słowem chcę. Czy to jest rzeczywiście to, co 
chcecie robić? Czasem bowiem robimy rzeczy nie dlatego, że sami chcemy, ale dlatego, że 
ktoś od nas tego oczekuje. Tak jest np. w przypadku studiów. Nie każdy się do tego nadaje 
nie każdy ma na to ochotę, ale ponieważ panuje powszechne przekonanie, że bez 
wyższego wykształcenia nic nie osiągniemy, robimy to, na co tak naprawdę nie mamy 
ochoty. Teraz możecie się zastanowić jak reagujecie na waszą listę. Czy punkty wypisane
przez Was są rzeczywiście tym, czego chcecie? A jeśli nie? Może czas pomyśleć o zmianach. 

Posługuj się taką listą i eliminuj z niej rzeczy, których tak naprawdę nie chcesz, po to żebyś 
mógł sobie powiedzieć: 

Od dziś - już nic nie muszę. Wszystko, co robię jest moim wyborem i sprawia mi radość. 
Żyję świadomie i karmię moją podświadomość właściwymi słowami. 

Jestem pewna, że ona odwdzięczy Ci się przynosząc poczucie szczęścia.

Od dziś nic już nie muszę.







Oprócz tych kilku rad, mam dla Was też kupony rabatowe od Rabble do sklepu Tchibo. 



A Wy możecie powiedzieć już o sobie - od dziś już nic nie muszę?
Proszę o komentarze i obserwację, jeśli mój blog się Wam podoba. 

KreoVita

piątek, 10 lutego 2017

Domowe sposoby na przeziębienie.

Ostatnio pisałam o profilaktyce, która jest najlepszą receptą na zdrowie. Czasem jednak 
o niej zapominamy i wtedy wirusy mogą nas zaatakować. Dzisiejszy post będzie o tym, jak
sobie pomóc, kiedy już złapiemy przeziębienie. Oczywiście jeśli czujemy się źle, mamy 
temperaturę albo jakieś inne niepokojące objawy powinniśmy się udać do lekarza, który 
oceni czy to zwykłe przeziębienie czy może grypa albo jakaś infekcja bakteryjna. Diagnoza
jest ważna bo od tego zależy nie tylko leczenie, ale nawet dieta. 


sposób na przeziębienie


Dieta


Od diety właśnie zacznę bo w zależności od tego czy infekcja jest wirusowa, czy bakteryjna
powinniśmy stosować inną dietę. Czasem sam organizm sygnalizuje nam co jest dla nas 
dobre. Czy zauważyliście, że czasem jak jesteśmy chorzy w ogóle nie mamy apetytu, a 
innym razem infekcja nie ma wpływu na nasz apetyt? Jednakże inne czynniki też mogą 
wpływać na apetyt, np. leki. Nie jest więc właściwym żeby na tej podstawie tylko oceniać 
rodzaj infekcji. Jeszcze raz powtarzam powinien zrobić to lekarz.

Jeśli okaże się, że mamy infekcję wirusową wtedy trzeba ją karmić, natomiast w przypadku 
bakteryjnej raczej głodzić. Nie traktujmy tej głodówki tak dosłownie, ale nie zmuszajmy się 
do jedzenia i nie objadajmy się.
Nie dotyczy to oczywiście płynów, których w każdym wypadku trzeba spożywać sporo, ale 
w przypadku infekcji bakteryjnej raczej mało słodkich. 

Jeśli chorujemy na przeziębienie, które jest chorobą wirusową, najlepszy jest rosół, który 
dostarczy nam energii do walki z wirusami. Można go wzbogacić takim rozgrzewającym 
dodatkiem jak imbir.

rosół



W przypadku infekcji bakteryjnej natomiast nie można się objadać, a dieta powinna 
zawierać produkty z niewielką ilością glukozy, która to mogłaby namnażać bakterie. 
Można do diety włączyć czosnek, fasolę, ryby, zielone warzywa, a unikać cukru. 

Napoje


Podczas przeziębienia dobrze robią napoje rozgrzewające, np.
- napar z kwiatu lipy, 
- napar z kwiatu czarnego bzu,
- herbata z rumianku z imbirem, szczyptą cynamonu i łyżeczką miodu,
- herbata z sokiem malinowym,


na przeziębienie



- mleko z masłem, miodem i czosnkiem,

Ten ostatni napój działa nie tyle rozgrzewająco, jak przeciwbakteryjnie i wykrztuśnie.

Oczywiście stosujmy to wybiórczo, a nie wszystko naraz. No i oczywiście woda oprócz 
nich.

Sposoby ludowe


Syrop z cebuli na kaszel


2 pokrojone cebule układać w słoiku warstwami posypując je cukrem pudrem. Odstawić 
na parę godzin tak żeby cebula puściła sok. Gotowy syrop zażywać kilka razy dziennie 
1-2 łyżki. Niektórzy nie znoszą takiego syropu ze względu na jego zapach, ale w działaniu
jest bardzo dobry.
O korzyściach płynących z cebuli pisałam także w poprzednim poście, więc jeśli jeszcze 
nie czytaliście znajdziecie go tutaj.

Woda ze solą do płukania gardła.


To sprawdzony przeze mnie sposób, który przynosi ulgę bardzo szybko jeśli boli gardło. 
Ważne jest aby płukać jak tylko zaczyna nas boleć. 1 łyżeczkę soli wsypujemy do szklanki 
letniej wody, mieszamy do rozpuszczenia i płuczemy gardło.

Bańki


Sama nigdy nie stawiałam, ale miałam kiedyś postawione bańki przy przeziębieniu i bardzo
pomogły. Pamiętam, że zostawiły mi na plecach sine ślady, które jednak szybko zniknęły. 
Po takich bańkach jednak trzeba wygrzać się w łóżku. Jeśli chcecie poczytać o tym więcej 
i dowiedzieć się jak je stawiać to zajrzyjcie pod ten link.

na przeziębienie



Parówka


Oczywiście nie chodzi o parówkę do jedzenia ale kąpiel parową, poprzez którą inhaluje się
drogi oddechowe. 
Takie inhalacje dobre robią przy katarze.Podam Wam przepis na dwie kąpiele parowe.

⇨    3 łyżki majeranku zalać szklanką wrzącej wody i pochylając się nad parującym 
kubkiem wdychać nosem parę uważając przy tym bardzo żeby się nie poparzyć. 

⇨    Garść kwiatów rumianku zalać gorącą wodą, dodać szczyptę cynamonu i wdychać 
opary przez chwilę. Żeby zwiększyć efekt można przykryć głowę ręcznikiem po to aby 
stworzyć pewien rodzaj parawanu dla pary. Uważać żeby nie poparzyć twarzy, oczy mieć
lepiej zamknięte. 

Po takich kąpielach parowych wskazane jest udanie się do ciepłego łóżka. 


Obniżanie gorączki


⇨     Nalewka bursztynowa


O tej nalewce pisałam w poście: Bursztyn dla zdrowia i urody. Znajdziecie tam przepis na 
to jak zrobić taką nalewkę i na co pomaga. 



⇨     Okłady


Pomocne są zimne okłady na czoło i kark oraz na łydki. Okład na łydki dobrze zastosować 
z wody połączonej z octem jabłkowym w proporcji 3/1. W takim roztworze zanurzamy 
ściereczkę lnianą lub ręczniczek i owijamy łydki. Potem owijamy suchym ręcznikiem i 
wchodzimy do łóżka. Po rozgrzaniu kompres zmienić. 

Takich ludowych sposobów jest znacznie więcej, np. syrop z rzodkiewki na kaszel czy 
herbatka z majeranku. Każdy z Was też pewnie ma swoje sprawdzone sposoby. Podzielcie 
się tą wiedzą w komentarzach. 
I pamiętajcie, że jeśli chorujemy najważniejsza jest właściwa diagnoza, a taką powinien
postawić lekarz. Przedstawione tutaj sposoby zostały podane tylko w celach 
informacyjnych i nie zastąpią wizyty u lekarza. 

Jeśli podoba się Wam mój blog bardzo proszę o obserwację :)

KreoVita